Ochłonęliście już po festiwalu? Zimowa aura na pewno sprzyja. Ja w wirze pracy nie zdążyłam nawet zauważyć, że od ostatniego wpisu miną już prawie miesiąc.
Cóż, nie lubię się żegnać i zawsze przedłużam ten moment w nieskończoność. AFF 2011 to już historia. 12 dni pracy, zabawy, zawiązywania przyjaźni za nami. Napisałabym, że nigdy was nie zapomnę, ale dużo było by w tym nieprawdy. Raczej nie zdążę was zapomnieć, bo za niecałe 11 miesięcy widzimy się znów. A może nawet szybciej, choćby w Łodzi albo Warszawie. Z przyjemnością będę śledzić wasze poczynania wierząc, że za rok spotkamy się pełni nowych doświadczeń i słodkich wspomnień. Ktoś z tegorocznych absolwentów pewnie przejmie po mnie pisanie bloga, ktoś inny będzie robił zdjęcia i tworzył logo. Taka kolej rzeczy. Tak przynajmniej wygląda to w rodzinie, a nie mam wątpliwości, że taką właśnie tworzą ludzie wokół AFF.
Trochę to ckliwe, ale zawsze miałam ochotę na taki wpis, a nigdy mi nie wypadało. Ewa dzięki za wspólne oglądanie TV i plotkowanie w pokoju. Ada i Monika cały czas wspominam nasze „pidżama party”. Natalia, Kasia, Paweł czekam na jeszcze jeden odcinek „Top Model” w waszym towarzystwie. Hania, Marcin, Basia, Ania, Agnieszka, Grzegorz i wszyscy, których nie wymieniłam, bez was AFF byłby tylko kolejnym bezcelowym spacerem po Starym Browarze.
Dziękuje za wszystko. Olga

